Sobota, 10 grudnia 2016
serwis rekomenduje gazetaprawnia.pl
statystyki

Buty uszyte sędziemu Łączewskiemu

Ewa Szadkowska16.02.2016, 00:00; Aktualizacja: 16.02.2016, 06:22
  • Wyślij
  • Drukuj

Żeby było jasne: wcale nie mam pewności, że sędzia Łączewski nie ma nic za uszami (choć i tak pewnie zaraz dowiem się, że bronię „mafii w togach”). Zakładam też, że dziennikarze mieli czyste intencje, nawet jeśli była to zwykła chęć wysłania w świat sensacyjnego newsa. Ja tylko wciąż pamiętam dawne, przedinternetowe czasy, gdy szefowie nie wpuszczali na łamy artykułów bez uzyskania odpowiedzi na sakramentalne pytanie: „A co powiedziała druga strona?”. Temat drążyło się tak, by doskrobać się do dna. A jak wypływały jakieś „szczegóły”, to skrobało się jeszcze głębiej - pisze Ewa Szadkowska, redaktor prowadząca tygodnik „Prawnik” . 

Reklama

Sędzia Wojciech Łączewski zaproponował znanemu dziennikarzowi Tomaszowi Lisowi pomoc w zwalczaniu rządu PiS. Brzmi absurdalnie? Nie dla wielu sympatyzujących z obecną władzą publicystów, którzy po doniesieniach w serwisie Kulisy24.pl i na stronie mało znanej „Warszawskiej Gazety” (jej motto: „Doprowadzamy lewactwo do wściekłości... I jesteśmy z tego dumni”) rzucili się sędziemu do gardła. Krew trysnęła strumieniami, oczywiście w wymiarze wirtualnym, bo zarówno cała afera, jak i kolejny medialny lincz na Łączewskim miały miejsce w internecie.

Ewa Szadkowska

Ewa Szadkowska

źródło: DGP

W tej zawiłej historii jest anonimowy internauta, który ponoć dla żartu zakłada na Twitterze fałszywe konto Tomasza Lisa. Jest posiadacz innego konta przedstawiający się w prywatnych rozmowach jako Wojciech Łączewski, który z rzekomym Lisem koresponduje i nieświadom prowokacji wylewa swoje żale na ekipę Jarosława Kaczyńskiego. Jest trójka dziennikarzy śledczych (wśród nich Sylwester Latkowski), którzy o skandalicznym zachowaniu „pewnego znanego sędziego” donoszą w tekście opublikowanym przez Kulisy24.pl. Jest wreszcie słynny spec od „podszywania się” Paweł Miter (to on w 2012 r. wykazał służalczość ówczesnego prezesa gdańskiego sądu Ryszarda Milewskiego wobec rządzących), który na stronie WWW „Warszawskiej Gazety” ujawnia, że chodzi o Wojciecha Łączewskiego, tego samego, który skazał byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na karę bezwzględnego więzienia.

Układanka wydaje się kompletna. I jakoś nikt nie zauważa, że brakuje w niej samego... Łączewskiego. Doświadczeni dziennikarze dziwią się, że „sędzia wykazuje się nieprawdopodobną wręcz naiwnością”, ubolewają też z powodu „coraz częstszej praktyki zawłaszczania czyjejś tożsamości w internecie”, mimo że jest to przestępstwo. W tekście pióra Latkowskiego i spółki nie widać jednak śladu po próbie skontaktowania się z bohaterem skandalu i zapytania, czy upadł na głowę. Z kolei Paweł Miter zadowala się odpowiedzią rzecznik sądu, która elegancko wysyła go na drzewo, jako że sprawa nie dotyczy sfery orzekania. Miter obszernie cytuje tylko wymianę wiadomości między osobą zapewniającą, że jest Łączewskim i osobą twierdzącą, że jest Lisem. A wersja Wojciecha Łączewskiego jest prosta jak konstrukcja cepa: ktoś się pod niego podszył. Nie pierwszy zresztą raz, właśnie dlatego już kiedyś złożył w prokuraturze zawiadomienie w związku z podawaniem się za niego w sieci (postępowanie umorzono z powodu niewykrycia sprawcy). W dodatku okazuje się, że sędzia właśnie orzeka w procesie wytoczonym w związku z publikacją pewnej gazety, której redaktor naczelny domagał się dla niego dyscyplinarki. Pismo to ma tego samego wydawcę (i niektórych autorów), co „Warszawska Gazeta”.

Ot, drobne szczegóły. Kto by się nad nimi pochylał, skoro wszystko tak

idealnie do siebie pasuje. Żeby było jasne: wcale nie mam pewności, że sędzia Łączewski nie ma nic za uszami (choć i tak pewnie zaraz dowiem się, że bronię „mafii w togach”). Zakładam też, że dziennikarze mieli czyste intencje, nawet jeśli była to zwykła chęć wysłania w świat sensacyjnego newsa. Ja tylko wciąż pamiętam dawne, przedinternetowe czasy, gdy szefowie nie wpuszczali na łamy artykułów bez uzyskania odpowiedzi na sakramentalne pytanie: „A co powiedziała druga strona?”. Temat drążyło się tak, by doskrobać się do dna. A jak wypływały jakieś „szczegóły”, to skrobało się jeszcze głębiej.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Tagi:sędzia
Śledź nas na:

Polecamy

  • Rising Stars 2016

    30 wschodzących gwiazd prawa

    30 wschodzących gwiazd prawa

    Podium 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2016 zdominowały kobiety - adw. Karolina Schiffter, prawnik Magdalena Pszczółka i adw. Małgorzata Mączka-Pacholak.

  • Rynek

    Specjalizacja szansą dla młodych

    Specjalizacja szansą dla młodych

    Znalezienie swojej niszy to dziś warunek zaistnienia na konkurencyjnym rynku – przekonuje Karolina Schiffter, zwyciężczyni 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra.

  • Prowadzenie sprawy

    Terminologiczny mętlik

    Terminologiczny mętlik

    Aktualnie Sąd Najwyższy bada zagadnienie dotyczące przyznawania kosztów pomocy prawnej udzielanej z urzędu w sytuacji, w której udział pełnomocnika w sprawie nie był znaczący. Być może rozstrzygając ten problem, pochyli się przy okazji nad znaczeniem pojęciem „prowadzenie sprawy” - piszą adw. Lucyna Staniszewska i apl. adw. Marta Hermanowicz z kancelarii FILIPIAKBABICZ.

  • Wywiad

    Zestaw mitów prawniczych

    Zestaw mitów prawniczych

    Racjonalny prawodawca to fikcja. Fikcją jest rozdział władzy sądowniczej od wykonawczej. Oraz to, że sędziowie są tylko „ustami ustawy”, że jedynie stosują prawo, lecz go nie tworzą - mówi prof. Bartosz Brożek.