Piątek, 9 grudnia 2016
serwis rekomenduje gazetaprawnia.pl
statystyki

Współpraca OZZ. Jak to łatwo powiedzieć

Jan Błeszyński27.09.2016, 00:00; Aktualizacja: 27.09.2016, 08:04
  • Wyślij
  • Drukuj

Nie może być tak, że w starej maszynie wymienia się silnik na nowoczesny, pozostawiając bez zmian zespoły z nim współpracujące w całości urządzenia. W związku z implementacją dyrektywy o zbiorowym zarządzaniu inne ustawy też będą wymagały nowelizacji - pisze prof. Jan Błeszyński.

Reklama

(...)

prof. Jan Błeszyński

prof. Jan Błeszyński

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Generalnie rzecz biorąc, do nawiązywania współpracy pomiędzy OZZ – działającymi zarówno na tych samych polach eksploatacji i w odniesieniu do tych samych kategorii dóbr, jak na tym samym polu w odniesieniu do różnych dóbr: np. utworów i artystycznych wykonań – nie trzeba regulacji ustawowej. Jest to kwestia dobrej woli organizacji zainteresowanych współpracą, a także ich rozumienia uwarunkowań tej działalności. Racjonalnie podchodząc do sprawy, współpraca OZZ jest po prostu nakazem zdrowego rozsądku. W praktyce okazuje się jednak, że współpracy nie tylko nie ma, ale jej miejsce często zajmują mniej lub bardziej skrywane konflikty. Niestety, praktyka pokazuje, że warunki koegzystencji w zakresie zbiorowego zarządzania w licznych przypadkach wyznacza nie prawo i racjonalność, a przede wszystkim niski poziom dobrej woli OZZ. Jeżeli w jakimś zakresie choćby jednej z organizacji brakuje dobrej woli współpracy, dany segment zarządzania nie ma szans na racjonalne i respektujące wzajemne prawa działanie. Teoretycznie patologiczne sytuacje w tym zakresie powinny prowadzić do podjęcia postępowań o cofnięcie zezwolenia na zbiorowe zarządzanie wobec uporczywego wykonywania go w sposób nienależyty. Jest to jednak procedura trudna do realizacji w praktyce, a przede wszystkim długotrwała.

Kwestia współpracy OZZ podjęta została w nowelizacji ustawy z 2010 r. Określenia „podjęta”, zamiast „dokonana” lub „przeprowadzona”, używam dlatego, że sens postanowień noweli z 2010 roku w tym zakresie jest trudny do zrozumienia.

Dodany do ustawy art. 1071 w ust. 1 stanowi, że OZZ mogą zawierać porozumienia dotyczące udzielania licencji na korzystanie z utworów lub przedmiotów praw pokrewnych oraz poboru wynagrodzeń z tytułu tego korzystania na zasadach określonych w tych porozumieniach. I tu nasuwa się pierwsza wątpliwość: co do potrzeby dodania w ustawie takiego postanowienia. Nie było przecież do czasu wejścia w życie tego przepisu zakazu zawierania porozumień o współpracy. Prawo nie wykluczało współpracy, zresztą była ona śladowo podejmowana. Jeśli zaś takie porozumienie zawarto (co stanowiło w praktyce ewenement), to na jakich zasadach współpraca miałaby się odbywać, jeśli nie na określonych w tych zawartych porozumieniach?

Omawiana regulacja jest jednak potrzebna, tyle że nie tak ujęta. Otóż problem jest nie w dopuszczalności zawarcia porozumienia o współpracy OZZ, ale w tym, czy na jego podstawie reprezentująca umawiających się organizacja może korzystać z uprawnień ustawowych (domniemań, roszczeń) w zakresie należącym do sfery prawnej poszczególnych porozumiewających się OZZ, np. w postępowaniu przed sądem. Należy zatem przyjąć, że przytoczone postanowienie nie stanowi jedynie pustej deklaracji, pozbawionej znaczenia prawnego, a daje podstawę np. do dochodzenia roszczenia informacyjnego na rzecz porozumiewających się organizacji lub dochodzenia skutków bezprawnego korzystania, choć nie stanowi to „udzielania licencji” na korzystanie z dóbr objętych współpracą, o którym przepis literalnie stanowi. Należy tu zatem dać pierwszeństwo wykładni systemowej i celowościowej. Poza rozważaniami pozostawić natomiast należy pytanie, czy można było kwestie uregulować w sposób bardziej jasny.

Omawiany przepis dotyczący współpracy OZZ jest bardzo rozbudowany. Niestety, jego korespondencja ze stanem potrzeb budzi już nie tylko wątpliwości, ale przede wszystkim zdumienie.

W ust. 2 wprowadzono obowiązek zawierania porozumień dotyczących wspólnego „poboru” wynagrodzeń na polu odtwarzania w zakresie praw pokrewnych, jeżeli wynikają z zatwierdzonych tabel wynagrodzeń. Stanowi to istotne i niezrozumiale ograniczenie. Dlaczego współpraca ma dotyczyć jedynie odtworzeń, dlaczego tylko w odniesieniu do praw pokrewnych, a więc praw artystów wykonawców i producentów nagrań dźwiękowych i audiowizualnych, dlaczego tylko wówczas, gdy zatwierdzono tabele wynagrodzeń z uwzględnieniem, których umowy o współpracę mają być zawierane?

Przede wszystkim nasuwa się pytanie, dlaczego z tej współpracy wyeliminowano OZZ reprezentujące prawa autorów. Czym istotnie współpraca odnosząca się do odtworzeń różni się od ewentualnej współpracy na innych polach, np. nadań, reemisji, zwielokrotnienia, dochodzenia opłat z tytułu kopiowania utworów dla własnego użytku osobistego, a przede wszystkim, czym się różni od realizacji tych praw w odniesieniu do autorów i skąd ten przymusowy mariaż artystów i producentów nagrań? Komu i o co tu chodziło?

Materiały legislacyjne, właściwie nieistniejące, nie dają podstaw do odpowiedzi na to pytanie. Można się jej jedynie domyślać, podziwiając jednocześnie skuteczność działania zainteresowanych lobby. Ale to nie wszystko.

Z ust. 2 omawianego przepisu wynika, że wspólny pobór powinien polegać na wyznaczeniu jednej spośród umawiających się OZZ (a więc organizacji artystów i producentów) albo mogą one... „wyznaczyć inny podmiot”, który w ich imieniu będzie te czynności wykonywać w oparciu o udzielone zezwolenia i pełnomocnictwa. Takim wyznaczonym podmiotem może być zatem także np. kancelaria adwokacka lub przedsiębiorstwo windykacyjne działające w oparciu o pełnomocnictwa i „udzielone zezwolenia”. O jakich zezwoleniach tu mowa i komu udzielonych, czy dotyczy to „transferu” uprawnień wynikających z udzielonych poszczególnym umawiającym się OZZ zezwoleń na zbiorowe zarządzanie? Tego nie wiadomo, choć zapewne tak rozumiał to sformułowanie tajemniczy autor noweli, którego nazwiska nigdy zresztą nie ujawniono. W każdym razie łatwo zauważyć, że sferę odtworzeń praw pokrewnych w konsekwencji wyprowadzono w całości (a w każdym razie stworzono możliwość wyprowadzenia) z systemu zbiorowego zarządzania, nadając jej charakter ściśle komercyjny.

(...)

Cały felieton czytaj w eDGP.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Więcej na ten temat

Artykuły płatne

    Artykuły bezpłatne

      Śledź nas na:

      Polecamy

      • Rising Stars 2016

        30 wschodzących gwiazd prawa

        30 wschodzących gwiazd prawa

        Podium 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2016 zdominowały kobiety - adw. Karolina Schiffter, prawnik Magdalena Pszczółka i adw. Małgorzata Mączka-Pacholak.

      • Rynek

        Specjalizacja szansą dla młodych

        Specjalizacja szansą dla młodych

        Znalezienie swojej niszy to dziś warunek zaistnienia na konkurencyjnym rynku – przekonuje Karolina Schiffter, zwyciężczyni 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra.

      • Prowadzenie sprawy

        Terminologiczny mętlik

        Terminologiczny mętlik

        Aktualnie Sąd Najwyższy bada zagadnienie dotyczące przyznawania kosztów pomocy prawnej udzielanej z urzędu w sytuacji, w której udział pełnomocnika w sprawie nie był znaczący. Być może rozstrzygając ten problem, pochyli się przy okazji nad znaczeniem pojęciem „prowadzenie sprawy” - piszą adw. Lucyna Staniszewska i apl. adw. Marta Hermanowicz z kancelarii FILIPIAKBABICZ.

      • Wywiad

        Zestaw mitów prawniczych

        Zestaw mitów prawniczych

        Racjonalny prawodawca to fikcja. Fikcją jest rozdział władzy sądowniczej od wykonawczej. Oraz to, że sędziowie są tylko „ustami ustawy”, że jedynie stosują prawo, lecz go nie tworzą - mówi prof. Bartosz Brożek.