Wtorek, 6 grudnia 2016
serwis rekomenduje gazetaprawnia.pl
statystyki

Druga terapia szokowa. Dla sądów

Paweł Dobrowolski13.05.2016, 00:00; Aktualizacja: 13.05.2016, 09:15

Szukanie odpowiedzi na pytanie, jak znaleźć równowagę między niezależnością sędziów a ich rozliczalnością, nie jest końcem demokracji. Łaciński dylemat: kto będzie pilnować samych strażników, jest aktualny w każdej epoce.

Reklama

Polskie sądy wymagają naprawy. Jedni się jej boją, drudzy wyczekują. Po stronie wyczekujących jest większość wyborców, którzy wraz z krzepnięciem wolnego rynku i demokracji oczekują większej rozliczalności władzy. Mało lub zupełnie niewydajne sądy – gdzie organizacja pracy odstaje od standardów, do których przyzwyczaiły nas prywatne firmy – po prostu rażą. Wyniosłe chowanie się sędziów przed oceną obywateli – za korporacyjną solidarnością, Krajową Radą Sądownictwa (KRS), za hiperformalizmem procedowania i intepretowania prawa – to działanie rodem z PRL.

Naprawy wyczekuje też część środowiska sędziowskiego. Głównie z sądów niższych instancji. Przede wszystkim rejonowych, wykonujących większość orzekania w Polsce. Ci kolegów z wyższych instancji z przekąsem zwą sędziami pałacowymi. Przezwisko to wywodzą od lepszych warunków pracy, wyższych zarobków. Czy też może – jak chcą niektórzy – od kompromisów, na które musieli pójść z pałacami władzy, by awansować.

Przed planowaną przez PiS reformą wymiaru sprawiedliwości pozostają pytania: na ile głębokie powinny być zmiany? Czy należy „zaorać”, czy spokojnie, małymi krokami zmieniać? W końcu czy przeprowadzenie tej największej po pakiecie Balcerowicza reformy jest w ogóle możliwe?

Diagnoza

Fakty w dyskusji są czytelne: wydajemy na sądy dużą część naszego PKB, zatrudniamy wielu sędziów i personelu pomocniczego, sędziowie zarabiają dobrze jak na biedne społeczeństwo, którym jesteśmy. Mimo to mamy złą opinię o sądach. W odróżnieniu od np. Amerykanów, którzy martwią się, że pozytywne oceny sądownictwa – mierzone przez Instytut Gallupa – spadły im do pięćdziesięciu kilku procent, w Polsce od dwóch dekad pozytywną ocenę sądownictwa ma zaledwie – według CBOS – dwadzieścia kilka, w porywach do trzydziestu procent Polaków. Od tej reguły był jeden tylko wyjątek, gdy w latach 2005–2007, za poprzednich rządów PiS, pozytywna ocena sądów skoczyła na krótką chwilę do czterdziestu paru procent.

Prywatnie sędziowie mogą sobie szydzić z braku zrozumienia zwykłych ludzi, dla ich pracy i zawiłości prawa. Mogą odrzucać miarodajność sondaży. Ale w demokracji ostatnią instancją obrony każdej z trójpodzielonych władz jest wsparcie obywateli.

Jednak w odróżnieniu od zwykłych obywateli, elity nie widzą potrzeby zmian w sądach lub widzą ją inaczej. Pierwsza prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej twierdziła, że „zły obraz sądownictwa buduje się na jednostkowych przypadkach złego, wadliwego czy też opieszałego działania sędziów czy sądów, a przecież sądy powszechne ferują 13 mln orzeczeń rocznie”. Ciekawe, dlaczego w USA pozytywny obraz sądów ma dwa razy więcej obywateli niż w Polsce?

Podobnie widzi sądy Ewa Siedlecka z „Gazety Wyborczej”, która twierdzi, że wydajemy na nie zbyt mało. By udowodnić to twierdzenie, przytacza dane o nakładach na sądownictwo na głowę obywatela wyrażone w euro. No cóż, w porównaniu z Zachodem, jeśli przedstawić jakiekolwiek dane w unijnej walucie – czy to zarobki, czy to, ile płacimy w podatkach, czy wydajemy na jedzenie lub bilety do kina – wypadamy blado.

Jeśli jednak chce się porównać miarodajnie, a nie manipulować, to porównać należy wydatki w przeliczeniu na dochód narodowy na głowę. Taka miara pozwala porównać nakłady na sądy w poszczególnych państwach przy uwzględnieniu zarówno liczby obywateli, jak i ich zamożności. Wedle tej miary Polska jest rekordzistą w nakładach na sądy. Ze wszystkich 34 państw należących do Rady Europy (dla których dostępne są dane) mamy piąte najwyższe nakłady na sądy w przeliczeniu na PKB na głowę jednego obywatela. Gdy odjąć małe państwa, gdzie jest mniej niż 5 mln obywateli, tj. Bośnię i Hercegowinę, Słowenię, Macedonię i Chorwację, jesteśmy państwem, które najwięcej wydaje na sądy. Podobnie z liczbą sędziów na głowę obywatela. Jesteśmy mocarstwem z ponad 26 sędziami na 100 tys. obywateli. Nie mogą się do nas równać Anglia z ich 3,6 sędziego, Dania z 6,6 czy Norwegia z 11 sędziami. Co prawda biją nas Monako, które przy 36 tys. obywateli ma 37 sędziów, czy Andora z jej 76 tys. obywatelami i 24 sędziami oraz Islandia, która przy 321 tys. obywatelach ma 55 sędziów. Ale tak już jest, że małe państwa w przeliczeniu na głowę wydają dużo i zatrudniają wielu sędziów, bo jest pewien minimalny koszt stały, który trzeba ponieść bez względu na rozmiar państwa.

Sędziowie twierdzą, że zarabiają mało. Dane mówią co innego. Polski sędzia na początku kariery zarabia 2,1 średniej krajowej. Dla porównania początkujący niemiecki – 0,9 średniej, francuski 1,1, a szwedzki 1,3. Oczywiście mogą chcieć porównywać się do odpowiedników brytyjskich (na początku kariery zarabiają 3,6 średniej), jednak powinni pamiętać, że w systemie angloamerykańskim sędzią staje się po wieloletniej karierze prawnika, a sędziów na 100 tys. Anglików jest zaledwie 3,6, podczas gdy u nas jest ich ponad 26.


Pozostało jeszcze 75% treści

Jeśli już posiadasz konto w Portalu Prawnik.pl - zaloguj się!
Uzyskaj dostęp

Zyskaj dostęp do wiarygodnego źródła informacji dedykowanych prawnikom!

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Artykuły płatne

    Artykuły bezpłatne

      Śledź nas na:

      Polecamy

      • Rising Stars 2016

        30 wschodzących gwiazd prawa

        30 wschodzących gwiazd prawa

        Podium 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2016 zdominowały kobiety - adw. Karolina Schiffter, prawnik Magdalena Pszczółka i adw. Małgorzata Mączka-Pacholak.

      • Wywiad

        Zestaw mitów prawniczych

        Zestaw mitów prawniczych

        Racjonalny prawodawca to fikcja. Fikcją jest rozdział władzy sądowniczej od wykonawczej. Oraz to, że sędziowie są tylko „ustami ustawy”, że jedynie stosują prawo, lecz go nie tworzą - mówi prof. Bartosz Brożek.

      • Prowadzenie sprawy

        Terminologiczny mętlik

        Terminologiczny mętlik

        Aktualnie Sąd Najwyższy bada zagadnienie dotyczące przyznawania kosztów pomocy prawnej udzielanej z urzędu w sytuacji, w której udział pełnomocnika w sprawie nie był znaczący. Być może rozstrzygając ten problem, pochyli się przy okazji nad znaczeniem pojęciem „prowadzenie sprawy” - piszą adw. Lucyna Staniszewska i apl. adw. Marta Hermanowicz z kancelarii FILIPIAKBABICZ.

      • Wybór prezesa

        Hamletowski dylemat sędziów TK

        Hamletowski dylemat sędziów TK

        Prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista: Nie po to obecna większość parlamentarna uchwaliła w ciągu ostatniego roku sześć ustaw naprawczych dotyczących trybunału, aby sędziowie wybrali sobie kandydatów posiadających poparcie Zgromadzenia Ogólnego TK.