Sobota, 3 grudnia 2016
serwis rekomenduje gazetaprawnia.pl
statystyki

Nadchodząca demolka w przepisach patentowych

Józef Halbersztadt, Artur Kalewski, Ireneusz Słomka17.11.2016, 00:00; Aktualizacja: 23.11.2016, 12:12
  • Wyślij
  • Drukuj

Projekt zmiany rozporządzenia w sprawie dokonywania i rozpatrywania zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych psuje system - piszą Józef Halbersztadt, Artur Kalewski i Ireneusz Słomka, eksperci Urzędu Patentowego RP.

Reklama

Z ustawy i konwencji międzynarodowych wynika, na co można udzielić patentu. Jednakże rząd może doprecyzować tę sferę za pomocą rozporządzenia określającego działanie Urzędu Patentowego. Taki cel ma zmiana pochodzącego z czasów premiera Buzka przepisu par. 32 ust.1 pkt.1 rozporządzenia prezesa Rady Ministrów w sprawie dokonywania i rozpatrywania zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych (Dz. U. z 2011 r. nr 102 poz. 1119).

Dotychczasowy zapis był klarowny i dotyczył wszystkich przedmiotów zgłoszeń. Zgodnie z nim: „Przeprowadzając badania, Urząd Patentowy nie uznaje przedmiotu zgłoszenia za wynalazek, w szczególności jeżeli stwierdzi, że nie dotyczy on żadnego wytworu materialnego nadającego się do wykorzystania, określonego za pomocą cech technicznych odnoszących się do jego budowy lub składu ani określonego sposobu technicznego oddziaływania na materię, bądź nowego zastosowania substancji stanowiącej część stanu techniki”. Został on jednak zastąpiony takim oto zapisem: „Przeprowadzając badania, Urząd Patentowy nie uznaje przedmiotu zgłoszenia za wynalazek, w szczególności w przypadkach określonych w art. 28 ustawy oraz w przypadku, gdy nie została określona funkcja, jaką spełnia sekwencja lub częściowa sekwencja genu”.

Zapis odnoszący się do art. 28 prawa własności przemysłowej (Dz. U. z 2013 r. poz. 1410 ze zm.; dalej p.w.p.) niczego nie wnosi; powtarza treść ustawy. Z kolei dodanie fragmentu o sekwencji genu oznaczałoby obowiązkową obecność jego w każdym przedmiocie zgłoszenia, które ma być uznane za wynalazek. Tymczasem w treści dyrektywy 98/44/WE o wynalazkach biotechnologicznych (motyw 23) czytamy: „sekwencja DNA, bez wskazania funkcji (...) nie jest wynalazkiem posiadającym zdolność patentową”. Tu wyjaśnienie: wynalazek posiadający zdolność patentową to wynalazek, który spełnia przepisane prawem trzy wymogi: jest nowy, ma poziom wynalazczy i daje się stosować. Oznacza to, że wynalazek, który nie ma zdolności patentowej nie przestaje być wynalazkiem. Błąd sformułowania w proponowanej wersji rozporządzenia polega więc na tym, że utożsamiono pojęcie wynalazku z pojęciem wynalazku posiadającego zdolność patentową, co jest istotnym błędem terminologicznym, który nie powinien mieć miejsca w akcie prawnym.

Ale na tym nie koniec problemów, jakie zrodzi nowe brzmienie par. 32 ust. 1 pkt. 1 omawianego rozporządzenia. Usunięcie wymogu materialności wynalazku, niespójne zresztą z art. 33 ust. 3 p.w.p., utrudni bowiem i skomplikuje odmowę udzielenia patentu. Zgłaszający mogą bowiem maskować naturę przedmiotu zgłoszenia tak, aby nie podpadał pod przypadki wymienione przykładowo w art. 28 jako wytwory niebędące wynalazkami. Najczęściej takim przedmiotem udającym co innego jest program komputerowy.

Urzędy z reguły nie patentują programów komputerowych. Zamiast tego wiele z nich akceptuje „wynalazki realizowane przy pomocy komputera”. W latach 2002-2005 starano się zrobić z tego obligo przy pomocy dyrektywy UE. Po tym, jak doszło do bezprecedensowej mobilizacji środowisk informatycznych i okazało się, że patenty te potrzebne są tylko wielkim korporacjom oraz rzecznikom patentowym, projekt dyrektywy został odrzucony przez Parlament Europejski. Jednak Europejski Urząd Patentowy wymyśla coraz nowsze sposoby, by obejść ten zakaz i naśladują go w tym liczne urzędy krajów członkowskich.

Przez lata używano w Europie argumentu, że powinniśmy patentować oprogramowanie (i „genetykę”), bo tak jest w USA. Ponieważ USA przodowały na tych polach wiedzy i gospodarki, więc w gruncie rzeczy decydującym argumentem przeciw ich patentowaniu była nie mniejsza ich kontrowersyjność za oceanem. Także w USA poszerzenie sfery patentowalności nie nastąpiło przez zmianę prawa, lecz jego naciąganie przez urząd i specjalistyczny sąd. Obecnie, po kilku przełomowych wyrokach Sądu Najwyższego USA w latach 2009-2014, sytuacja przypomina naszą wojnę rządu z trybunałem i sądami. Urząd patentowy (agencja rządowa) udziela patentów na 90 proc. zgłaszanych wniosków, a sądy unieważniają patenty softwarowe w wielkiej liczbie rozpatrywanych przypadków.

Gdy mowa o traktatach handlowych CETA, TTIP, TISA, słychać obawy o niebezpieczeństwie zalewu patentów pochodzących zza oceanu. Jednak niebezpieczeństwo nie polega na tym, że patenty amerykańskie staną się groźniejsze. Groźne one już są bez dodatkowych traktatów, bo europejskie urzędy zwykle bez oporów nadają im moc obowiązywania, a sądy państw europejskich nagminnie legalizują tę praktykę. Dzieje się tak dlatego, że w sprawach patentowych, szczególnie w tych dotyczących nowszych pól wiedzy i gospodarki, jak informatyka czy biotechnologia, Europa ma od kilku lat gorszą praktykę niż USA i Kanada.

Projektu zmiany w polskim rozporządzeniu w sprawie dokonywania i rozpatrywania zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych nie konsultowano ani z zainteresowanymi środowiskami, których dotyczą (są one całkowicie nieświadome zmian, jakie mają nastąpić), ani z ekspertami Urzędu Patentowego, którzy mają te zmiany stosować. Nie zorganizowano żadnej konferencji konsultacyjnej, a lista nierządowych podmiotów pytanych przez Ministerstwo Rozwoju, by błyskawicznie udzieliły opinii, obejmuje wyłącznie zaprzyjaźnione z resortem organizacje gospodarcze i rzeczników patentowych. Lista ta zatem bardzo przypomina listę tych, których w roku 2011 pytano o opinię w sprawie podpisywania układu ACTA. Tymczasem prawda jest taka, że wprowadzając takie zmiany, premierzy B. Szydło i M. Morawiecki psują system. Poszerzają sferę patentowalności – znoszą jej ograniczniki, bo to podpowiadają im znachorzy zainteresowani wszystkim, tylko nie prawdziwym postępem. Znachorzy jak to znachorzy potrafią zauważyć coś objawowo, lecz nie rozumieją procesów, którymi się zajmują.

„Kariera Nikodema Dyzmy”, rozdz. 18: Minister skarbu suchym, urywanym głosem uzasadniał swój wniosek. … Na zakończenie dodał, że jest filologiem, na ekonomii zna się o tyle, o ile go mogło nauczyć doświadczenie kilku lat, … jednak nie myśli być malowanym ministrem skarbu.

Tymczasem, ze względu na niebezpieczeństwa, o których była mowa, zamiast powtarzać błędy, które Amerykanie robili 20 – 25 lat temu i z których obecnie się wycofują, nasz rząd powinien wzmacniać, a nie rozmywać potępiające praktykę Europejskiego Urzędu Patentowego stanowisko prezentowane w latach 2004-2005. Premier Szydło, przed zabraniem się do psucia rozporządzenia premiera Buzka, który nie był filologiem, lecz inżynierem i profesorem politechniki, powinna ze znawcami problematyki, a nie znachorami, skonsultować, pod jakimi warunkami przedmiot zgłoszenia powinien być uznany za wynalazek.

W artykule zasygnalizowano, że w USA następuje odwrót od lansowanego wczesnej przekonania, gospodarka oparta o wiedzę to gospodarka, w której „na wszystko jest patent”, bo bez patentów nie ma rozwojowych innowacji. Coraz większa waga przywiązywana jest do tego by reguły funkcjonowania systemu patentowego tak konkretyzować, aby beneficja jakie ten system przydziela nie były przesadne. System ma być tak skrojony, żeby po krótkotrwałym monopolu ktoś inny na podstawie wcześniejszych wynalazków mógł tworzyć kolejną innowację. Także dziedziny, w których udziela się monopoli patentowych powinny być racjonalnie określone, gdyż rozumienie istoty postępu poparte danymi empirycznymi wskazuje w jakich dziedzinach patenty mają destruktywne skutki z punktu widzenia całościowego.

Doskonałą ilustracją zmienionego postrzegania roli jaką ma odgrywać system i prawo patentowe jest spór wokół naruszeń kilku patentów należących do Intellectual Ventures – jest to potężna firma egzekutorska, czyli tzw. troll Microsoftu. Jako oskarżony występował znany producent oprogramowania ochrony komunikacji sieciowej i zabezpieczenia komputerów Symantec. Patenty te zostały w USA unieważnione, wpierw przez sąd dystryktowy a potem przez sąd apelacyjny z uzasadnieniem, że jako abstrakcyjne programy komputerowe z zasady nie powinny podlegać opatentowaniu. Natomiast te spośród nich, które zostały zgłoszone w Europejskim Urzędzie Patentowym obowiązują w dalszym ciągu na terenie kompetencji administracyjnej EPO jako „wynalazki realizowane przy pomocy komputera” (np. patent nr EP1242921=US6460050).

Ogłoszony pod koniec września 2016 r. wyrok Sądu Apelacyjnego USA dla Okręgu Federalnego (jest to najwyższej rangi sąd zajmujący się sprawami patentowymi) świadczy o głębi zmiany jaka nastąpiła. Wyroków nieunieważniających patenty softwarowe jest wiele i są częste – w przypadku sądu apelacyjnego takim unieważnieniem kończy się ponad 90% rozpatrywanych spraw. Lecz przeważnie dotyczą one rozwiązań, w których oprogramowanie jest wykorzystane do jakiegoś przedsięwzięcia natury biznesowej co stanowi dodatkowy powód nieuznawania takich rozwiązań za wynalazki. Tym razem sąd wyrokował w sprawie „czystego” oprogramowania i wyraźnie przedstawił dlaczego implementowanie programu w komputerze, czy innym sprzęcie, nie ratuje go przed niepatentowalnością.

Wyrok w sprawie Intellectual Ventures v. Symantec jest przede wszystkim dlatego znamienny, że jego uzasadnienie zostało uzupełnione przez jakby osobisty aneks napisany przez sędziego Haldane Mayera, który był szefem waszyngtońskiego sądu apelacyjnego w latach 1997-2004, czyli wtedy gdy doszło do największych ekscesów w napompowaniu tego co się dopuszcza do patentowania. Teraz sędzia Mayer specjalnie zabrał głos by wyartykułować tezy całkiem odwrotne:

(a) Dałoby się uniknąć większości powiązanych z patentami niepokojów co do przestrzegania [odnoszącej się do wolności słowa] Pierwszej Poprawki gdyby nasz sąd apelacyjny uznał, że wyrok [Sądu Najwyższego] w sprawie Alice oznacza dzwon pogrzebowy dla patentów softwarowych.

(b) Biorąc pod uwagę, że „idea” nie jest patentowalna, a zwykły komputer „jest poza rozważaniami” jakie należy uwzględnić w analizie każdy program implementowany w standardowym komputerze należy w sposób bezdyskusyjny wykluczyć ze sfery patentowalnej.

(c) Nadszedł wreszcie czas do pełnego powrotu oprogramowania do jego już zajmowanego dawniej miejsca w dziedzinie prawa autorskiego.

(d) Obecna wiedza i doświadczenie dostarczają wystarczających dowodów na to, że patenty źle służą innowacjom softwarowym.

Punkt (d) został rozwinięty w całym wywodzie, w którym streszczono argumenty jakimi zwykle posługują nie wybitni prawnicy, ale najbardziej twórczy inżynierowie specjalizujący się w tej dziedzinie wiedzy. Fragmenty tego wywodu są przytoczone dosłownie poniżej.

„Gdy spojrzymy na dopuszczalność zastrzegania programów natrafiamy na cztery nieprzezwyciężalne problemy. Po pierwsze, zastrzegany w nich zakres jest nagminnie w wielkiej dysproporcji do technicznego ujawnienia. …

Drugim, powiązanym z pierwszym problemem z patentami softwarowymi jest to, że dostarczają one bodźca w niewłaściwej chwili. Dzieje się tak gdyż zwykle są udzielane na etapie „pomysłu”, zanim jest zakończona jakakolwiek praca wynalazcza. Tego rodzaju patenty nie są w stanie w jakikolwiek sposób stymulować sensownego postępu w nauce i technice. .. Udzielanie patentów na „pomysły” softwarowe – zanim stały się one faktycznie rozwiązaniami praktycznymi – wprowadziło fałszywy układ zachęt. Zgodnie z naszym obecnym systemem ci co pędzą do urzędu patentowego by jak najwcześniej zgłosić swe, często jedynie mgliste idee o tym jak używając komputera zautomatyzować znane biznesowe i społeczne praktyki, mogą zbierać bogate żniwo finansowych dochodów. W przeciwieństwie do nich, ci co rzeczywiście tworzą i wprowadzają do stosowania użyteczne komputerowo-programowe produkty są potencjalnie ”nagradzani” mamucimi postępowaniami o naruszenie... .

Jeszcze innym trudnym problem wywołanym przez patenty softwarowe jest po prostu ich wielka liczba. Ze względu na wielka liczbę patentów softwarowych - większość z których po raz kolejny szeroko zastrzega działanie funkcjonalne – nie jest faktycznie możliwe wprowadzanie innowacji bez motania się w gąszczu patentów. … Patenty softwarowe stanowią jałowe obciążenie dla gospodarki narodowej, bo stawiają często nieprzezwyciężalne bariery dla innowacyjności i zmuszają przedsiębiorstwa do ponoszenia kosztów horrendalnych wydatków na obronę przed bezpodstawnymi oskarżeniami o naruszenia.

Po czwarte, i najważniejsze, implementowanemu w zwykły sposób oprogramowaniu na trwale brak cechy skonkretyzowania zakresu czego wymaga prawo patentowe. Zakres, jego granice, są niezbędne dla określenia ochrony patentowej. Zgłaszający może uzyskać patent jeżeli z właściwą jasnością opisze granice zakresu swego rozwiązania. Lecz programy komputerowe są pokrewne do dzieł literackich lub utworów muzycznych, i choć niewątpliwie ważne, z natury nie mają określonych granic, co oznacza, że są za abstrakcyjne by zakwalifikować je do wynalazków”.

---------------------------------------------------

  • dr Alicja Adamczak, prezes Urzędu Patentowego RP

Pragnę podkreślić, że tezy zawarte w artykule stanowią wyłącznie prywatną opinię wymienionych osób i stoją w zasadniczej sprzeczności z oficjalnym stanowiskiem Urzędu. Autorzy artykułu naruszyli w sposób rażący etykę zawodową pracownika instytucji państwowej, gdyż firmując tekst nazwą Urzędu Patentowego RP wywołali wrażenie, że ich prywatne poglądy wyrażają stanowisko centralnego organu administracji państwowej odpowiedzialnego za sprawy ochrony własności przemysłowej. Takie postępowanie jest absolutnie niedopuszczalne i niezgodne z zasadami obowiązującymi w zakresie wolności wypowiedzi publicznych. Pragnę podkreślić, że bardzo poważne zastrzeżenia budzi wiele stwierdzeń zawartych w artykule. Użyte przez autorów dyskredytujące, emocjonalne i negatywnie nacechowane określenia nie odpowiadają standardom publicznej dyskusji. Chciałabym zdecydowanie zaznaczyć, że zaprezentowana w artykule argumentacja jest sprzeczna z obowiązującymi przepisami prawa własności przemysłowej oraz ich wykładnią, jak również praktyką orzeczniczą Urzędu Patentowego RP.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Tagi:patenty
Więcej na ten temat

Artykuły płatne

    Artykuły bezpłatne

      Śledź nas na:

      Polecamy

      • Rising Stars 2016

        30 wschodzących gwiazd prawa

        30 wschodzących gwiazd prawa

        Podium 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2016 zdominowały kobiety - adw. Karolina Schiffter, prawnik Magdalena Pszczółka i adw. Małgorzata Mączka-Pacholak.

      • Wybór prezesa

        Hamletowski dylemat sędziów TK

        Hamletowski dylemat sędziów TK

        Prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista: Nie po to obecna większość parlamentarna uchwaliła w ciągu ostatniego roku sześć ustaw naprawczych dotyczących trybunału, aby sędziowie wybrali sobie kandydatów posiadających poparcie Zgromadzenia Ogólnego TK.

      • Wywiad

        Zmierzamy w kierunku Białorusi

        Zmierzamy w kierunku Białorusi

        Nie jestem wobec Trybunału Konstytucyjnego bezkrytyczny. Nie wszystkie jego orzeczenia, zwłaszcza dotyczące sądownictwa, budziły mój zachwyt. Ale jest rzeczą ważną, aby sprawnie działał w sytuacji zagrożenia funkcjonowania sądów – mówi Adam Strzembosz.

      • Prowadzenie sprawy

        Terminologiczny mętlik

        Terminologiczny mętlik

        Aktualnie Sąd Najwyższy bada zagadnienie dotyczące przyznawania kosztów pomocy prawnej udzielanej z urzędu w sytuacji, w której udział pełnomocnika w sprawie nie był znaczący. Być może rozstrzygając ten problem, pochyli się przy okazji nad znaczeniem pojęciem „prowadzenie sprawy” - piszą adw. Lucyna Staniszewska i apl. adw. Marta Hermanowicz z kancelarii FILIPIAKBABICZ.